Przejdź do treści

Jak poprawić obsługę klienta w sklepie internetowym

obsługa klienta sklep internetowy

Jedna zła rozmowa i tracisz klienta na zawsze

Klient testuje Twój sklep nie tylko produktem. Testuje go też czatem, mailem po reklamacji i telefonem, gdy paczka nie dojechała na czas.

Firma doradcza PwC zapytała kilkanaście tysięcy konsumentów w USA i Ameryce Łacińskiej, kiedy odchodzą od marki, którą lubią. Wynik jest jasny. 32% klientów rezygnuje z ulubionej marki po jednej złej interakcji z obsługą. Kolejne 59% odchodzi po kilku złych doświadczeniach z rzędu. Ci sami klienci są gotowi zapłacić do 16% więcej za produkt, jeśli obsługa stoi na dobrym poziomie.

Dla sklepu internetowego to konkretna liczba, nie ogólnik. Jeśli 100 klientów miesięcznie kontaktuje się z Twoim wsparciem, a jedna trzecia trafia na słabą obsługę, tracisz około 30 osób, które już raz Ci zaufały i zapłaciły. To najdroższy sposób na utratę klienta. Pozyskanie nowej osoby kosztuje zwykle kilka razy więcej niż utrzymanie obecnej.

Kierunek na dziś: przestań traktować obsługę klienta jako dodatek do logistyki. Nadaj jej właściciela, budżet i konkretne cele, tak jak każdemu innemu kanałowi sprzedaży.

Przestań zachwycać klientów. Zacznij im to ułatwiać

Przez lata w marketingu i obsłudze klienta powtarzano jedno hasło: zachwycaj klienta, a zostanie z Tobą na zawsze. Badanie Corporate Executive Board (dziś część Gartnera), opublikowane w Harvard Business Review, podważyło ten pogląd.

Autorzy przez trzy lata śledzili ponad 75 tysięcy klientów kontaktujących się z infoliniami i kanałami samoobsługowymi na całym świecie. Wyniki są niewygodne dla wielu firm. 89 na 100 przebadanych szefów obsługi klienta zadeklarowało, że ich główną strategią jest przekraczanie oczekiwań klienta. Jednocześnie 84% klientów przyznało, że podczas ostatniego kontaktu ich oczekiwania nie zostały przekroczone. Firmy inwestują w gesty, których klienci w większości nawet nie zauważają.

Drugi wniosek jest jeszcze ważniejszy. 80% organizacji obsługi klienta mierzy jakość głównie wskaźnikiem satysfakcji (CSAT). Badacze sprawdzili, jak ten wskaźnik koreluje z realną lojalnością i znaleźli słaby związek. 20% klientów, którzy deklarowali satysfakcję z obsługi, planowało jednocześnie odejść od firmy. 28% klientów niezadowolonych planowało zostać.

Autorzy proponują prosty obraz: wyobraź sobie dwa placki. Jeden składa się z rzeczy, które budują lojalność klienta: jakość produktu, cena, marka. Kawałek obsługi klienta w tym placku jest mały. Drugi placek składa się z rzeczy, które budują nielojalność, czyli powody odejścia. Tu obsługa klienta odpowiada za większość. Kupujemy od firmy, bo ma dobry produkt. Odchodzimy od niej, bo zawodzi w kontakcie.

Co to oznacza dla Twojego sklepu? Rabat czy prezent przeprosinowy po błędzie robi bardzo mało dla utrzymania klienta. Liczy się to, żeby błąd w ogóle nie powstał, a jeśli już powstanie, żeby został naprawiony szybko i za pierwszym razem.

Kierunek: zamiast szukać kolejnego gestu na „wow”, sprawdź, gdzie Twój proces sam w sobie generuje niepotrzebny wysiłek klienta. To się bardziej opłaca.

Wysiłek klienta, nie zachwyt, decyduje o lojalności

To samo badanie wprowadziło pojęcie wysiłku klienta (Customer Effort). Autorzy zapytali klientów wprost, ile wysiłku musieli włożyć, żeby rozwiązać swoją sprawę, i porównali to z ich późniejszymi zachowaniami zakupowymi.

Skala tych trudności okazała się duża. 56% klientów musiało tłumaczyć swoją sprawę więcej niż jednej osobie. 57% musiało zmienić kanał kontaktu, na przykład przejść ze strony internetowej na telefon. 59% oceniło swój wysiłek jako średni do wysokiego. 59% zostało przełączonych do innego działu. 62% musiało kontaktować się z firmą więcej niż raz w tej samej sprawie.

Konsekwencje tego wysiłku widać w tym, jak klienci mówią o marce dalej. Po dobrym doświadczeniu z obsługą tylko 25% klientów powie o tym komuś innemu. Po złym doświadczeniu zrobi to 65%. Zła obsługa rozchodzi się więc niemal trzy razy szybciej niż dobra.

Jak to wygląda w praktyce w sklepie internetowym

•  Klient pisze na Instagramie o statusie paczki. Nie dostaje odpowiedzi tego samego dnia, więc dzwoni na infolinię i musi opisać sprawę od nowa.

•  Klient zgłasza reklamację mailem. Zostaje przekierowany najpierw do działu zwrotów, potem do działu logistyki, i za każdym razem tłumaczy wszystko jeszcze raz.

•  Klient czeka na zwrot pieniędzy i musi pisać w tej samej sprawie trzy razy, zanim ktoś faktycznie zajmie się zwrotem.

Każda z tych sytuacji to strata lojalności, nawet jeśli sprawa ostatecznie zostanie załatwiona pozytywnie. Klient zapamiętuje wysiłek, nie tylko wynik.

Pięć sposobów na obniżenie wysiłku klienta, poparte przykładami firm, które to policzyły

1. Przewiduj kolejny kontakt, zanim nadejdzie

Kanadyjski operator telekomunikacyjny Bell Canada przeanalizował dane o zgłoszeniach klientów i znalazł powtarzający się wzorzec: klienci, którzy zamawiali konkretną funkcję, często dzwonili kilka dni później z pytaniem, jak jej używać. Firma zaczęła wysyłać krótką instrukcję obsługi zaraz po sprzedaży, zanim klient w ogóle pomyślał o telefonie. Efekt: liczba kontaktów na jedno zdarzenie spadła o 16%, a odejścia klientów (churn) spadły o 6%.

Podobnie zadziałała firma finansowa Fidelity. Zauważyła, że klienci zmieniający adres zamieszkania na stronie internetowej często dzwonili później z pytaniem o ubezpieczenie nowego domu. System zaczął od razu proponować im ten temat jako „kolejny krok”. Rezultat: 25% wszystkich transakcji samoobsługowych na stronie zaczęło powstawać dzięki takim podpowiedziom, a liczba połączeń na gospodarstwo domowe spadła o 5%.

Kierunek: wypisz trzy najczęstsze „zdarzenia sprzężone” w Twoim sklepie, na przykład zamówienie mebla wymagającego montażu, zmianę adresu dostawy w trakcie realizacji albo zakup pierwszego produktu z danej kategorii. Dla każdego przygotuj automatyczną wiadomość, która wyprzedza pytanie klienta.

2. Nie każ klientowi zmieniać kanału kontaktu

Firma Cisco Consumer Products zaczęła kierować klientów do kanału najlepiej dopasowanego do ich profilu, zamiast liczyć na to, że sami trafią tam, gdzie trzeba. Osoby techniczne trafiały do społeczności wsparcia online, osoby mniej techniczne do prostych instrukcji krok po kroku. Firma wycofała też kontakt mailowy, bo dane pokazały, że nie skraca on realnie wysiłku klienta. W 2006 roku, na starcie programu, tylko 30% kontaktów obsługiwała samoobsługa. Później wskaźnik urósł do 84%, a liczba połączeń telefonicznych spadła proporcjonalnie.

Serwis podróżniczy Travelocity poprawił samą stronę pomocy: usunął żargon i uprościł układ treści. Efekt to podwojenie liczby wyszukiwań w sekcji najczęstszych pytań i spadek liczby połączeń o 5%.

Dla sklepu internetowego oznacza to jedno: link do śledzenia przesyłki powinien być w mailu z potwierdzeniem zamówienia, nie tylko na koncie klienta. Czat, telefon i social media powinny mieć wspólny widok historii kontaktu z danym klientem, żeby nikt nie musiał tłumaczyć sprawy po raz drugi.

3. Ucz zespół rozpoznawać emocje, nie tylko procedury

Aż 24% powtórnych kontaktów w badaniu CEB wynikało nie z samej sprawy, tylko z tego, że klient nie zaufał konsultantowi albo poczuł, że dostał odpowiedź „z automatu”. W sklepie internetowym najczęściej widać to na czacie: klient pisze krótko i rzeczowo, a odpowiada mu skrypt, który brzmi identycznie niezależnie od sytuacji.

Krótkie szkolenie z rozpoznawania tonu wiadomości klienta (rzeczowy, zdenerwowany, zagubiony) i dopasowania do niego długości oraz stylu odpowiedzi realnie skraca liczbę powtórnych zgłoszeń.

4. Wykorzystuj opinie niezadowolonych klientów, zamiast je tylko zbierać

Bank National Australia Group przeszkolił konsultantów, żeby oddzwaniali do klientów, którzy wystawili niską ocenę po kontakcie. Rozmowa miała dwa cele: najpierw naprawić konkretną sprawę, a potem zebrać informację, co poszło nie tak w procesie. Wskaźnik skutecznego rozwiązywania spraw wzrósł o 31%.

W sklepie internetowym ten sam mechanizm można uruchomić przy niskich ocenach po czacie lub reklamacji: jedna osoba w zespole dzwoni lub pisze osobiście w ciągu 24 godzin, zamiast zostawiać sprawę zamkniętą na „1 gwiazdkę” w statystykach.

5. Zdejmij z zespołu presję czasu

Jeden z australijskich operatorów telekomunikacyjnych usunął z ocen pracowników wszystkie wskaźniki czasowe, takie jak średni czas rozmowy. Czas obsługi lekko wzrósł, ale liczba powtórnych kontaktów spadła o 58%. Firma zaczęła oceniać konsultantów wyłącznie na podstawie krótkiej rozmowy z klientem o tym, czy jego sprawa faktycznie została załatwiona.

To prowadzi do kolejnego tematu: ile swobody realnie masz dać swojemu zespołowi, żeby mógł działać szybko. O tym piszemy w dalszej części artykułu, przy okazji Ritz-Carlton i Zappos.

Trzy liczby, które warto śledzić w swoim sklepie

Redukcja wysiłku klienta wymaga pomiaru, nie tylko intuicji. W obsłudze klienta funkcjonują trzy uzupełniające się wskaźniki.

NPS (Net Promoter Score) pytanie: jak bardzo polecił(a)byś nas znajomym, w skali 0 do 10. Mierzy ogólną lojalność wobec marki, niezależnie od jednej rozmowy. W sklepie internetowym warto pytać raz na kwartał, mailem do bazy klientów.

CSAT (Customer Satisfaction Score) pytanie: jak oceniasz tę rozmowę lub tę obsługę, zwykle w skali 1 do 5. Mierzy satysfakcję z konkretnego kontaktu. W sklepie internetowym pytaj o to od razu po zamknięciu czatu lub zgłoszenia, jednym kliknięciem.

CES (Customer Effort Score) pytanie: ile wysiłku musiałeś(aś) włożyć, żeby załatwić swoją sprawę, w skali 1 do 5 lub 1 do 7. Mierzy tarcie w procesie. W sklepie internetowym najlepiej pytać po zamknięciu reklamacji lub sprawy zwrotu pieniędzy, czyli tam, gdzie wysiłek klienta jest zwykle największy.

Te trzy wskaźniki warto czytać razem, nie osobno. Wysoki NPS i wysoki CSAT przy słabym CES to sygnał, że klienci lubią Twoją markę i Twoich ludzi, ale Twoje procedury i systemy zmuszają ich do niepotrzebnego wysiłku. To najczęstszy scenariusz w firmach, które rosną szybciej niż ich procesy wewnętrzne.

Kierunek: jeśli dziś nie mierzysz żadnego z tych trzech wskaźników, zacznij od CES po zamkniętej reklamacji. To pojedyncze pytanie w mailu podsumowującym sprawę, a daje najbardziej praktyczną informację zwrotną.

Model Kano: co jest dziś oczywiste, a co jeszcze zachwyca w Twoim sklepie

Japoński badacz jakości Noriaki Kano zaproponował w 1984 roku podział cech produktu i usługi na pięć grup, w zależności od tego, jak wpływają na satysfakcję klienta.

Cechy podstawowe (must-be) to rzeczy, których klient nawet nie wymienia, bo uważa je za oczywiste. Ich obecność nie robi wrażenia. Ich brak wywołuje frustrację. W sklepie internetowym to działający koszyk, poprawna kwota na paragonie i paczka, która faktycznie została nadana.

Cechy wydajnościowe (performance) to te, o których klienci mówią wprost i które są przedmiotem bezpośredniej konkurencji. Im lepsze, tym wyższa satysfakcja. W sklepie internetowym to czas dostawy, czas odpowiedzi na czacie i łatwość znalezienia produktu w wyszukiwarce.

Cechy atrakcyjne (delighters) to rzeczy, których klient się nie spodziewa. Ich brak nie szkodzi, ale ich obecność robi wrażenie. W sklepie internetowym to na przykład osobista wiadomość z podziękowaniem po pierwszym zamówieniu albo nietypowo szybka rekompensata za błąd, zanim klient w ogóle o nią poprosił.

Cechy obojętne to elementy, których klient w ogóle nie zauważa, choć firma poświęca im czasem sporo uwagi i budżetu, na przykład wewnętrzny numer zgłoszenia widoczny tylko dla zespołu.

Cechy odwrotne to te, które jedną grupę klientów zachwycają, a drugą irytują. Najlepszy przykład to mocno zautomatyzowana obsługa: część klientów woli szybkiego chatbota, część czuje się zignorowana i chce od razu rozmawiać z człowiekiem.

Najważniejsza obserwacja Kano dotyczy czasu. To, co dziś jest cechą atrakcyjną, z czasem staje się cechą wydajnościową, a później cechą podstawową. Śledzenie przesyłki w czasie rzeczywistym było kiedyś miłym dodatkiem. Dziś jego brak budzi frustrację niemal tak samo jak brak działającego koszyka.

Kierunek: raz na kwartał zapytaj kilkunastu klientów, co ich pozytywnie zaskoczyło w kontakcie z Twoim sklepem. To pozwala złapać moment, w którym Twój dzisiejszy „wow” zaczyna się zamieniać w zwykły standard rynkowy, zanim zauważy to konkurencja.

Sztuczna inteligencja w obsłudze klienta: lekcja z Klarny

W lutym 2024 roku szwedzka firma finansowa Klarna ogłosiła wyniki wdrożenia asystenta AI zbudowanego z OpenAI. W pierwszym miesiącu działania asystent obsłużył 2,3 miliona rozmów, co odpowiadało pracy około 700 pełnoetatowych konsultantów. Czas rozwiązania sprawy spadł z 11 do 2 minut. Liczba powtarzających się zgłoszeń spadła o 25%. System działał w 23 krajach, w ponad 35 językach, a firma szacowała, że przyniesie to około 40 milionów dolarów dodatkowego zysku w 2024 roku.

To były realne, potwierdzone przez firmę liczby, i przez rok Klarna była pokazywana jako wzorcowy przykład automatyzacji obsługi klienta.

W maju 2025 roku dyrektor generalny Klarny, Sebastian Siemiątkowski, powiedział w rozmowie z Bloombergiem coś innego. Firma skupiła się zbyt mocno na kosztach i wydajności, a jakość obsługi na tym ucierpiała. Klarna zaczęła ponownie zatrudniać ludzi, szczególnie do trudniejszych spraw: sporów, skomplikowanych zwrotów i sytuacji związanych z trudną sytuacją finansową klientów. Dyrektor podkreślił też, że z perspektywy marki ważne jest, aby klient zawsze miał możliwość rozmowy z człowiekiem, jeśli tego chce.

Ta historia nie oznacza, że automatyzacja obsługi klienta się nie sprawdza. Oznacza, że sprawdza się tam, gdzie sprawy są proste i powtarzalne, na przykład status zamówienia czy śledzenie przesyłki, a zawodzi tam, gdzie liczy się empatia i indywidualna ocena sytuacji, na przykład przy sporze o zwrot pieniędzy.

Kierunek dla sklepu internetowego: zanim wdrożysz chatbota, ogranicz mu zakres do jasno zdefiniowanych, powtarzalnych spraw. Do każdej rozmowy z botem dodaj widoczną, jednoklikową opcję przejścia do człowieka. Nie mierz sukcesu automatyzacji wyłącznie liczbą rozmów przejętych przez bota, tylko tym, czy klienci w trudnych sprawach faktycznie czują się załatwieni, a nie odbici.

Gdy klient jest wściekły: metoda CARP

Konsultant ds. obsługi klienta Robert Bacal opracował prosty model postępowania w rozmowach z rozzłoszczonym klientem. Nazywa się CARP, od pierwszych liter czterech kroków, i kolejność tych kroków ma znaczenie.

Control (kontrola). Zanim zaczniesz cokolwiek rozwiązywać, zadbaj o własny spokój. Złość klienta rzadko jest osobistym atakiem, częściej wynika ze stresu związanego z sytuacją. Spokojny, uprzejmy ton pokazuje klientowi, że jego podniesiony głos nie wyprowadzi rozmowy z toru.

Acknowledge (uznanie). Zanim zaproponujesz rozwiązanie, pokaż klientowi, że rozumiesz, o co chodzi i dlaczego go to zdenerwowało. Na przykład: „Rozumiem, że spóźniona paczka pokrzyżowała Twoje plany na weekend”. To nie jest zgoda z każdym zarzutem, to potwierdzenie, że słuchasz.

Refocus (przekierowanie). Gdy napięcie opada, przenieś rozmowę z emocji na konkrety: „Sprawdźmy razem, jak możemy to teraz naprawić”.

Problem-solve (rozwiązanie). Dopiero teraz proponujesz konkretne opcje: wysyłkę zamiennika, zwrot pieniędzy, rekompensatę. Klient na tym etapie jest gotowy słuchać faktów, bo wcześniejsze kroki obniżyły napięcie.

Najczęstszy błąd to przeskoczenie od razu do czwartego kroku. Zaproponowanie rozwiązania złoszczącemu się jeszcze klientowi, z pominięciem uznania jego emocji, prawie zawsze pogłębia konflikt.

Kierunek: przygotuj dla zespołu krótki skrypt CARP dla trzech najczęstszych trudnych sytuacji w Twoim sklepie, na przykład spóźnionej paczki, uszkodzonego produktu i sporu o zwrot pieniędzy. Wystarczą po trzy zdania na krok.

Upodmiotowienie zespołu: czego uczą Ritz-Carlton i Zappos

Żadna procedura nie zadziała, jeśli osoba na pierwszej linii kontaktu z klientem nie ma prawa podjąć decyzji na miejscu.

Sieć hoteli Ritz-Carlton wprowadziła zasadę, według której każdy pracownik może wydać do 2000 dolarów na naprawienie sytuacji gościa, bez pytania przełożonego o zgodę. Ważny szczegół: limit dotyczy jednego zdarzenia, nie całego roku. Firma tłumaczy tę kwotę LTV klienta hotelu, szacowaną w publicznie dostępnych materiałach na kilkaset tysięcy dolarów w przeliczeniu na wieloletnią relację. Innymi słowy: koszt szybkiej naprawy sytuacji jest ułamkiem tego, co firma traci, gdy zawiedziony gość nigdy nie wróci.

Amerykański sklep obuwniczy Zappos, przejęty przez Amazon w 2009 roku za około 1,2 miliarda dolarów, poszedł jeszcze dalej. Konsultanci nie pracują ze skryptami i nie są rozliczani z długości rozmowy. Rekord najdłuższej rozmowy telefonicznej w firmie to 10 godzin i 43 minuty, a firma opisuje to jako dowód, że priorytetem jest realna pomoc klientowi, nie szybkie zamknięcie zgłoszenia.

Zappos oferuje też darmową wysyłkę w obie strony i 365 dni na zwrot. Średni wskaźnik zwrotów w firmie sięga około 35%, czyli znacznie więcej niż w typowym handlu detalicznym. Firma opisuje to jako świadomą inwestycję w zaufanie klienta, nie jako stratę: klienci korzystający najczęściej ze zwrotów są jednocześnie tymi, którzy wydają najwięcej w dłuższej perspektywie.

Warto jednak dodać do tej historii mniej efektowny rozdział. W 2015 roku Zappos wprowadził radykalny system zarządzania bez tradycyjnych stanowisk kierowniczych, zwany Holakracją. Firma zaproponowała pracownikom, którzy nie chcieli pracować w nowym systemie, odprawę i możliwość odejścia. Z tej oferty skorzystało 14% załogi już w pierwszej turze. To pokazuje, że głębokie zmiany organizacyjne, nawet w firmie znanej z kultury i troski o ludzi, mają realny koszt osobowy i nie są gwarantowanym sukcesem.

Co z tego może wziąć mały sklep internetowy

Nie musisz dawać konsultantom budżetu w tysiącach dolarów. Możesz jednak ustalić konkretną, niewielką kwotę w złotówkach, na przykład 100 lub 200 zł na zgłoszenie, którą pracownik może wydać bez pytania o zgodę przełożonego, na przykład na przesyłkę kurierską ekspresową albo drobną rekompensatę. Chodzi o to, żeby prosta sprawa nie czekała dwa dni na akceptację managera.

Jeśli jest na to przestrzeń, przemyśl politykę zwrotów jako inwestycję w zaufanie, a nie tylko koszt logistyczny. Zanim jednak skopiujesz model Zappos jeden do jednego, sprawdź własną marżę: darmowe zwroty przy niskiej marży mogą zaboleć bardziej, niż zyskujesz na lojalności.

Jeśli planujesz większą zmianę organizacyjną w zespole obsługi, przetestuj ją najpierw na małej grupie. Przykład Holakracji w Zappos pokazuje, że nawet dobrze uzasadniona zmiana może kosztować Cię część zespołu, zanim zacznie przynosić efekty.

Jak zbierać opinie klientów bez zgadywania

Cztery źródła informacji uzupełniają się nawzajem i żadne z nich nie wystarcza samo.

Ankiety w czasie rzeczywistym, wysyłane od razu po zamknięciu czatu, maila lub reklamacji. Jedno pytanie, jedno kliknięcie, najlepiej emotikona zamiast rozbudowanego formularza. Im krótsza ankieta, tym wyższy odsetek odpowiedzi.

Tajemniczy klient (mystery shopping), czyli punktowy audyt Twojego sklepu przez zewnętrzną osobę według gotowego scenariusza. Daje bardzo obiektywny obraz jednej konkretnej ścieżki, ale kosztuje i nie zastąpi stałego monitoringu.

Dane zachowań klientów: miejsce, w którym klienci porzucają koszyk, długość czasu spędzonego na stronie z pytaniami zanim ktoś napisze na czacie, liczba zgłoszeń nierozwiązanych za pierwszym razem. Te dane nie kłamią, w przeciwieństwie do deklaracji w ankiecie.

Recenzje i wzmianki w sieci. Klienci sklepów internetowych regularnie sprawdzają opinie o marce przed zakupem, dlatego odpowiadanie zarówno na pozytywne, jak i negatywne recenzje pokazuje, że firma faktycznie słucha, a nie tylko zbiera gwiazdki.

Kierunek: wybierz jedno z tych czterech źródeł, którego dziś w ogóle nie masz, i wdróż je w tym miesiącu. Najczęściej najprostszym punktem startu jest krótka ankieta po zamkniętej reklamacji.

Plan działania na najbliższy kwartał

obsługa klienta plan działania na poprawę

Żaden z tych kroków nie wymaga budżetu wykraczającego poza to, czym zwykle dysponuje mały lub średni sklep internetowy. Wymaga za to konsekwencji i jednej osoby odpowiedzialnej za regularne sprawdzanie wyników.


Porozmawiajmy o tym, jak rozwinąć
Twój biznes